Menu główne
Strona główna
Aktualności
Sztandary
Wydarzenia
Konkursy
lem.TV
Wychowanie fizyczne
K.T. "Lemochodki"
Teatr "bez Nazwy"
Historia szkoły
Nauczyciele
Sukcesy uczniów
Galeria
Kontakt
Linki
Sponsoring

Dokumenty szkolne
Rekrutacja 18/19
Statut szkoły
Koncepcja Pracy Szkoły
Regulamin Szkoły
Wykaz podręczników i programów nauczania
PSO i wymagania edukacyjne
Regulamin biblioteki
Dni wolne od zajęć dydaktycznych

Kącik dyrektora
Kontakt z dyrektorem
Archiwum

Inne
Artykuły
Biblioteka szkolna
Prognoza pogody

Dla uczniów
Dla maturzystów
Dla gimnazjalistów
Plan lekcji
Zajęcia dodatkowe
Zastępstwa
Oceny
Program Dojrzały Odpowiedzialny
Projekt edukacyjny z WOS

Dla rodziców
Instrukcja obsługi dzienniczka
Oceny
Zebrania rodziców
Godziny pracy pedagoga i świetlicy

Absolwenci
Kącik absolwentów

Spotkanie po latach
1968
1978
1998

Str. nauczycielskie
Filozofia,Etyka
Informatyka
Zesp. Wspierania Uzdolnień
Pedagog

Najczęściej czytane
Jak sporządzić bi...
Zebrania z rodzic...
REKRUTACJA W ZESP...
II MISTRZOSTWA S...
Spotkanie absolwe...
REKRUTACJA W ZESP...
Spotkanie absolwe...
Spotkanie absolwe...
SZKOLNA LIGA L.A.
Zapraszamy absolw...

Artykuły > Absolwenci > Historia jednego listu...

Moje wakacje są zwykle bardzo krótkie. Kiedy wracam, aż boje się otworzyć  pocztę elektroniczną, bo zwykle po mojej dłuższej  nieobecności, pęka w szwach i sprawy pilne poganiane są przez  jeszcze pilniejsze. Tak było i tym razem…ale między  tonami spraw do załatwienia znalazłam list, który mnie zaskoczył, sprawił wielką przyjemność, wzruszył…


Szanowna Pani Profesor,
W załączniku przesyłam kroplę łzy wspomnień sprzed 10 lat.
Mam nadzieję, że uzna Pani to za godne uwagi.
Z wyrazami szacunku,
pozdrawiam
Bartosz Kempisty

Ponieważ autor listu chciał byście i Wy poznali jego treść,  zamieszczam go więc tutaj dla Was. Miłej lektury :))

Dyrektor Szkoły
Grażyna Krakowiak

Moi Drodzy!
Liceum Ogólnokształcące w Kowarach, mógłbym o tym dużo pisać, nie jednokrotnie roniąc łzę podczas długich wypraw w sferę wspomnień i doznań z  nimi związanych. Ostatnie spotkanie z przyjacielem Patrykiem Hobgarskim skłoniło mnie ku temu aby napisać  parę zdań na temat moich prywatnych doznań związanych z tą szkołą. Tego, kto czeka na ostre słowa i wulgaryzmy pod adresem nauczycieli-rozczaruję, ponieważ trudność w pisaniu wynika raczej ze strachu przed wspomnieniami, burzą emocji i niepohamowanej egzaltacji. W momencie gdy wzrasta napięcie emocjonalne trudno skleić kilka sensownych zdań, dlatego też postaram się napisać tą krótką autorefleksję, dzieląc ją na kilka etapów. Zacznę może od tego jak się nazywam i co łączy mnie z Kowarskim Liceum.
Otóż, nazywam się Bartosz Kempisty i jestem absolwentem Liceum Ogólnokształcącego w Kowarach z rocznika 2000. Historia mojego związku z tą szkołą rozpoczęła się w roku 1988, w którym to rozpocząłem naukę leżącą u podstaw edukacji. Tą samą drogę przemierzałem każdego dnia prze 12 lat, 8 lat szkoły podstawowej i 4 lata liceum. Żartobliwie mówiąc sądzę, że na chodniku są jeszcze ślady po moich stopach. Większość moich przyjaciół twierdzi, że najwspanialsze chwile przeżyli podczas studiów. Przy pierwszej lepszej okazji spieramy się w tej kwestii, gdyż ja z uporem maniaka obstaję, że to właśnie czas szkoły średniej odsłonił mi piękno młodości, zapach wiosny i wartość przyjaźni. Warto by zasięgnąć opinii psychologa, ale sądzę, że w moim przypadku stało się tak dlatego, gdyż właśnie ten czas odpowiadał mojemu ówczesnemu rozwojowi psychofizycznemu i właśnie dlatego stał się tak czymś ogromnie ważnym w moim życiu. Myślę, że miarą mojego związku emocjonalnego z kowarskim  liceum oraz tamtym okresem, jest strach przed powrotem wspomnień, które mogą człowieka powalić na kolana i zapędzić w zbyt przyjemny fragment naszej wyobraźni.  Postaram się teraz w kilku zdaniach opisać refleksje związane z nauką w liceum w Kowarach.
Test będzie się opierał na wspomnieniach kilku spośród nauczycieli, którzy najbardziej zapadli mi w pamięci.

Muszę przyznać, że pierwsze kroki, wprawdzie znane już od 8 lat, ale jakby nowe i tajemnicze, które stawiałem w liceum były dość ambitnym wyzwaniem. Nie tyle ze względu na trudności w nauce, ale nowe wymagania, jakie stawiali przed nami nauczyciele, no i przede wszystkich chyba to, że zaczęliśmy być traktowani jak dorośli ludzie. Pierwszym takim wyzwaniem była Pani Prof. Krystyna Dubicka. Strach i jednocześnie szacunek do Pani Profesor wynikał myślę z tego, że była bardzo dobrą i wymagającą polonistką. Jak się okazało później ten strach był nieuzasadniony i jak sądzę stanowił jedynie złą sławę Pani Profesor, przekazywaną pocztą pantoflową o dziwo-wyłącznie przez najsłabszych uczniów. Uważałem siebie za humanistę, tak więc lekcje u Pani Profesor Dubickiej sprawiały mi dużą przyjemność, ze względu na to, że pozwalała mi na uwolnienie wodzy fantazji i rozmowy na wysokim poziomie, mające charakter intelektualnej dyskusji. Całymi wieczorami siadywałem do biurka w domu i tworzyłem interpretacje tekstów literackich. Analizując słowo po słowie przechodziłem do zdań, sformułowań, aby w efekcie końcowym móc skupić się na fragmencie tekstu, intencji autora i próbie ustalenia co go do tego skłoniło. Przychodząc na lekcje do Pani Profesor liczyłem na to, że nie będzie zgadzać się z moja opinią i podejmiemy wyrafinowana polemikę. Niestety zdrowie Pani Profesor nie pozwoliło jej na uwieńczenie 4 lat szkolnej ławy, wspólnym sukcesem-maturą.
Następczynią Pani Profesor Dubickiej, była Pani Profesor Żmudzińska, którą zapamiętam jako osobę bardzo ciepłą, choć na pozór zimną i stanowczą. To właśnie Pani Profesor Żmudzińska otoczyła nas opieką i ogromną troską, którą starała się ukryć, ale my i tak wiedzieliśmy, jak bardzo jej zależy abyśmy z pierwszym sukcesem wkroczyli w dorosłe życie. To właśnie Pani Profesor cichym spojrzeniem zasugerowała mi, że nie musze się uczyć na ustny egzamin z języka polskiego, że otrzymałem ocenę celującą.
Oprócz wspomnianych nauczycieli, jeszcze kilku zapadło mi w pamięć i uważam, że warto o nich napisać. Ich wypowiedzi, sposób mówienia, stale powtarzane slogany zakorzeniły się w mojej pamięci i będę je pamiętał do końca życia. Jestem skłonny nawet o stwierdzenie, że to właśnie ich osobowości ukształtowały moją osobę, moje postrzeganie świata i otoczenia, w którym się znajduję. Postaram się teraz odgrzebać w pamięci najważniejsze wydarzenia i udowodnię Wam, drodzy czytelnicy, że miało to duży wpływ na moje dalsze życie, tak prywatne, jak i zawodowe. Otóż pierwszym wydarzeniem, jakie spotkało mnie po zdanej maturze był egzamin wstępny na studia wyższe. Wybrałem biologię, z pasji, zamiłowania i chęci odkrywania. Pierwsze kolokwium na studiach jakie miałem przyjemność zaliczyć było z botaniki. Podczas wyczytywania wyników, Profesor w końcu dotarł do mojej pracy, i oto co powiedział: „Panie Bartoszu, otrzymuje Pan ocenę celującą i muszę przyznać, że z przyjemnością czytałem Pana pracę, jak i dowiedziałem się z niej wielu ciekawych rzeczy”, zaraz telefon do mamy z ta wspaniała nowiną, roniąc nie jedną łzę. Tak, tak właśnie Moi Drodzy przygotowała mnie do matury i pójścia na studia Pani Profesor Krakowiak. To  w zasadzie był jej sukces. Nigdy jej tego nie mówiłem, tak więc dowie się o tym dopiero czytając ten tekst. Tak więc jak sami widzicie, BYŁO WARTO!. Następna taka miła sytuacja, a jednocześnie zupełnie niespodziewana spotkała mnie przy okazji zajęć z lektoratu języka niemieckiego. Otóż w drodze zdawania testów kwalifikacyjnych dostałem się do grupy zaawansowanej. Odbywają się pierwsze zajęcia, prowadzącą-Pani Profesor zadaje kolejne pytania i odpytuje kolejne osoby. Kręci przy tym nosem, ponieważ grupa jest nie przygotowana do zajęć. Trafia na mnie…, zadaje pytanie, po czym pada szybka odpowiedź riposta. Prowadząca zdziwiona zadaje kolejne pytanie, nawiązuje się długa dyskusja. W efekcie końcowym, Pani Profesor pyta mnie: „ Pan pochodzi z Niemiec”, odpowiadam, że nie, ona na to, „ to w takim razie czyta Pan gazety niemieckie”, odpowiadam, ze nie, „, to ogląda Pan telewizję niemiecką, albo słucha radia”, ja nadal upieram się, że nic takiego nie robie. Na końcu dyskusji Pani Profesor poprosiła mnie abym nie przychodził na zajęcia, kupił sobie jakąś książkę w języku  niemieckim, przeczytał i przyszedł na koniec semestru do niej aby o niej porozmawiać. Ot i cała moja przygoda z językiem niemieckim. Po prostu nie pasowałem do żadnej z grup. Tak Moi Drodzy przygotowała mnie do matury i studiów Pani Profesor Markiewicz-Kwiatosz. No i co; BYŁO WARTO!.
Tak, tak właśnie klarowała się moja przyszłość.
W chwili obecnej pracuję na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu, w Katedrze Biochemii i Biologii Molekularnej, w tym roku bronię doktorat i wyjeżdżam na stypendium za granicę. Ale przy tym wszystkim co w tej chwili robie, czym się zajmuję, czego pragnę, do czego dążę, zawsze pamiętałem, pamiętam i będę pamiętać lata spędzone w ławach Kowarskiego liceum.
Pracuję naukowo, mój umysł przestał już być umysłem humanisty a stał się umysłem ścisłym. Lecz mimo tego, myślę, że ten tekst oddaje fragment tego co przeżyłem w Kowarskim liceum, fragment mnie samego. Na więcej niestety nie możecie liczyć, reszta pozostanie w moim sercu na zawsze.

 

Tekst pisany w ciągu emocjonalnym.

Z wyrazami szacunku
Bartosz Kempisty



© 2005 Zespół Szkół Ogólnokształcących w Kowarach. Wszelkie prawa zastrzeżone. powered by jPORTAL 2
Webmaster: mariusz.kaczor@zso-kowary.pl