PRÓBY WYJAŚNIENIA CZYM JEST ETYKA


Szczęśliwy człowiek, który złozył swą nadzieję w Bogu.

(Psalm 40)


Przecież człowiek uprawia filozofię nie w jakimś innym celu, lecz po to, by zostać szczęśliwym.


św. AUGUSTYN (De civitate Dei)


Dzielność to stan ducha widzącego prawdę, świadomego, czego należy unikać, a do czego podążać, oceniającego rzeczy nie na podstawie czczych urojeń, lecz na podstawie ich istoty, zajmującego się całym światem i zwracającego swą zdolność dostrzegania ku wszystkim jego poruszeniom, bacznego na wszelkie zamysły i poczynania, równie wzniosłego, jak potężnego, jednako odpornego na grubiaństwo, jak i na pochlebstwo, nie uginającego się pod żadnym uderzeniem losu, wznoszącego się ponad wszystko, co się w nim dzieje i co mu się przytrafia, bardzo szlachetnego, zostajacego w największym porządku zarówno w stosunku do tego, co mu wypada, jak i do tego, co może.

SENEKA (Listy moralne do Lucyliusza LXVI)


Otóż etyka jako nauka filozoficzna zwiazana jest z wyrazem ethos. Ale nie w znaczenieu obyczaju; przynajmniej nie wprost i bezpośrednio. Nie jest bowiem nauką o obyczajach. Mówiono w Grcji o ethographoi; to byli pisarze opisujący obyczaje. Ale tak też nazywano opisujacych charaktery, albowiem wyraz ethos ma jeszcze inne znaczenie. Mianowicie charakter. Dlatego, że obyczaj zarówno wypływa z charakteru, jak też o nim świadczy. Obyczaje bywają szlachetne, chamskie, łagodne i okrutne - tak samo charaktery. I w znaczeniu charakteru wzięty jest wyraz w pierwszym systematycznym dziele pt. Etyka, które do nas doszło w Etyce Arystotelesa [...] Zajmuje się on bowiem tym, co Grecy nazywali arete. Tłumaczy się ten wyraz przez "cnota". To trafne, o ile chodzi o staropolskie znaczenie wyrazu. Cnoty żołnierskie, obywatelskie. Ale nawet i to nieco za ciasne. Albowiem Grek mówi też o cnocie lekarza, cnocie szewca, rozumiejąc przez ten wyraz to, co Rzymianin pierwotnie rozumiał przez virtus - dzielność. A dzielne w tym znaczeniu jest wszystko, co zdolne działać w myśl swej istoty, swego przeznaczenia, swych zasadniczych cech i właściwości. Więc może być dzielny lekarz, dzielny szewc, dzielny żołnierz itd. Otóż posiadamy w ten sposób różne dzielności, czyli zalety (cnoty) w owym znaczeniu Arystotelesa. Dzieli je on na dwie grupy: aretai dianoetikai i ethikai.
Aretai dianoetikai - to są kierunki i rodzaje działalności ludzkiej opierające się na rozumie, stronie intelektualnej. Tu należą roztropność, bystrość, przytomność umysłu etc. Do aretai ethikai należą takie, jak odwaga, sprawiedliwość, życzliwość etc. Widać, że nasz wyraz "cnota" zacieśniony został do tych drugich [...] Więc zakres dzielności etycznej, na charakterze opartej , na charakterze, który się wyrabia nawyknieniem, przyzwyczajeniem,a nie nauką i doświadczeniem. I tą dzielnością głównie zajmuje się dzieło Arystotelesa.

KAZIMIERZ TWARDOWSKI (Główne kierunki etyki naukowej)


Gdy się rozejrzymy po historii etyki, łatwo się przekonamy, że obejmowała ona wielką rozmaitość zagadnień nie mieszczących się w ramach pospolitego określenia etyki jako nauki o moralności . Za moralne czy niemoralne poczytujemy zazwyczaj czy to postepowanie ludzkie , czy motywy, z których one płyną, czy też ludzkie charaktery. Tymczasem etyka nie ograniczała się do zagadnień dotyczących ludzkiego postępowania, motywów, czy charakterów. Decydowała ona wielokrotnie nie tylko o wartości postępowań, lecz o wartości wszystkich w ogóle rzeczy, odpowiadała na pytanie które z nich mają wielką, a które mniejszą wartość, o co warto się ubiegać, a co należy lekceważyć. Często te zagadnienia miały posiadać tylko pomocniczy charakter. Określając postępowanie moralne jako takie, które zmierza do tego, co dobre, szukano tego, co dobre. W tych poszukiwaniach jednak etyka rozszerzała się do jakiejś ogólnej, żyjącej własnym życiem teorii wartości.
Gdyby nawet określenie etyki jako nauki o moralności nie było za wąskie w stosunku do praktyki dziejowej, miałoby ono inną jeszcze wadę - wadę wieloznaczności. Etyka, jeżeli idzie o to, co pod tytułem zwykle znajdujemy, nie jest nauką o moralności w tym sensie, w jakim botanika jest nauką o roślinach. Botanika opisuje rośliny. Etyka niezmiernie rzadko zajmowała się opisem i wyjaśnieniem moralności istniejacej. Nie opisywała ona zazwyczaj moralności, lecz ją sama, nie odpowiadała na pytanie, co ludzie uważają za moralne i niemoralne i dlaczego, lecz napytanie,co ludzie powinni uważać za moralne. Aczkolwiek tego rodzaju zagadnienia były zupełnie różne od tych, jakimi zajmuje się zwykle nauka, ludzie nauki czuli sie zwykle powołani do tego, by je rozstrzygać . Przejawiała się w tym w tym pospolita wiara, że człowiek wykształcony, który orientuje się lepiej na terenie faktów, potrafi takze lepiej rozstrzygać o wartościach.

MARIA OSSOWSKA (Etyka)


Trwa od jakiegoś czasu spór dotyczący ogólnych podstaw moralności: czy mianowicie wywodzi się ona z rozumu, czy z uczucia; czy wiedzę o niej osiąga się przez wnioskowanie i indukcję, czy poprzez bezpośrednie uczucie i jakiś subtelny zmysł wewnętrzny; czy jak każdy poprawny sąd o tym, co jest prawdą, a co fałszem, powinna ona być jedna i ta sama dla każdej rozumnej, obdarzonej inteligencją istoty, czy też, jak percepcja piękna i brzydoty, zwiazana jest wyłącznie ze swoistą organizacją i konstytucją gatunku ludzkiego. [...] U podłoża niemal wszystkich ocen i sądów moralnych leży zarównoi rozum jak i uczucie. Jest prawdopodobne, że ostateczny wyrok, który orzeka, iż pewne cechy i czyny zasługują na pochwałę, a inne - na odrazę i potępienie; ów wyrok, który takie cechy i czyny naznacza znamieniem czci albo niesławy, aprobaty lub dezaprobaty; który nadaje moralności charakter zasady aktywnej i czyni cnotę szczęściem, a występek nieszczęściem człowieka - otóż jest prawdopodobne, ze ten ostateczny wynik zależy od jakiegoś wewnętrznego zmysłu czy też uczucia, które jest przyrodzoną, uniwersalną własnoscią gatunku ludzkiego.


DAVID HUME (Badania dotyczące zasad moralności)


Pojęcie każdej istoty rozumnej, która dzieki wszystkim maksymom swej woli musi się uważać za powszechnie prawodawczą, by z tego punktu widzenia oceniać samą siebie i swoje postępki, naprowadza na związane z nimi bardzo płodne pojęcie państwa celów. Przez państwo zaś pojmuję systematyczne powiązanie różnych istot rozumnych przez wspólne prawa. [...] Albowiem istoty rozumne podlegają wszystkie prawu mówiacemu, że żadna z nich nie powinna nigdy traktować ani sama siebie, ani nikogo innego tylko jako środek, lecz zawsze zarazem jako cel sam w sobie. Z tego zaś wynika systematyczne powiązanie istot rozumnych przez wspólne obiektywne prawa, tj. państwo, które - ponieważ prawa te dotyczą właśnie stosunku tych istot do siebie jako celów i środków do celu - może się nazywać państwem celów (co naturalni ejest tylko ideałem). [...]
Moralność polega więc na odnoszeniu się wszelkiego czynu do prawodastwa, dzięki czemu jedynie jest możliwe państwo celów. Prawodawstwo to musi jedakże móc znajdować się w każdej istocie rozumnej i wypływać z jej woli, której zasadą jest przezto: nie wykonywać żadnego czynu według innej maksymy, jak tylko takiej, z którą się zgadza to, że ona jest powszechnym prawem, a więc tylko w ten sposób, zeby wola dzięki swej maksymie mogła zarazem uważać sama siebie za powszechnie prawodawczą [...] Praktyczna konieczność postępowania według tej zasady, tj. obowiązek, nie polega wcale na uczuciach, popędach i skłonnościach, lecz tylko na stosunku istot rozumnych do siebie.


IMMANUEL KANT ( Uzasadnienie metafizyki moralności)


Istnieje moralność panów im niewolników [...]
Człowiek szlachetnego pokroju odczuwa siebie jako miarę wartości, nie uważa za konieczne szukać aprobaty, sądzi według zasady "co mi przynosi szkodę jest samo w sobie szkodliwe", ma świadomość tego, że jest wartościotwórczy. Wszystko, co w sobie rozpoznaje, traktuje z szacunkiem: tego rodzaju moralność jest samogloryfikacją. Na plan pierwszy wychodzi uczucie pełni, mocy szukającej ujścia, szczęście wielkiej energii, śwaidomość bogactwa, które mogłoby obdarowywać i rozdawać: - bywa, że człowiek szlachetny pomaga nieszczęśliwemu, ale nigdy, lub prawie nigdy z litości; raczej pod naporem zrodzonym przez nadmiar mocy. [...]
Inaczej ma się rzecz z drugim typem moralności, moralnością niewolników. Załóżmy, że moralizuja podbici, uciskani, cierpiący, znużeni, pozbawieni wolności i samoświadomości: coż będzie stanowić wspólny mianownik ich wartościowania moralnego? Prawdopodobnie dojdzie do głosu pesymistyczna podejrzliwość w stosunku do całej sytuacji człowieka, być może potępienie człowieka wraz z jego sytuacją. Spojrzenie niewolnika jest nieprzychylne dla cnót możnego i żywi on sceptycyzm i nieufność, jest subtelny w nieufności wobec wszelkiego "dobra", które tam darzy się szacunkiem, chciałby sam siebie przekonać, że tam nawet szczęście nie jest autentyczne. Wydobywa natomiast i oświetla właściwości, które czynią znośniejszą egzystencję cierpiących: tu ceni się wysoko współczucie, uczynną pomocną dłoń, gorące serce, cierpliwość, pilność, pokorę, serdeczność - są to bowiem niezwykle pożyteczne cechy i niemal jedyne środki pozwalające sprostać naporowi życia. Moralność niewolnicza jest w istocie moralnością służącą użyteczności. Tu jest punkt wyścia zrodzenia się owego własnego przeciwieństwa "dobrego" i "złego".


FRIEDRICH NIETZSCHE (Poza dobrem i złem)


Szukając źródeł tego, co uważa się za intuicję etyczną, dochodzimy do wniosku, że są nimi przede wszystkim pochwały i nagany rozpowszechnione w naszym środowisku społecznym, ale po części także nasze własne uczucia miłości i nienawiści, potrzeba dominacji lub podporządkowania się itp. Różnice pogladów w sprawie reguł moralnychwynikają częściowo z odmiennych przekonań o aktach (na przykład, czy możliwe są czary), częściowo jednak z różnic emocjonalnych zachodzących między jednostakmi i społecznościami. Wydaje się zatem, że nie ma podstaw, by przyjmować istnienie intuicji moralnej; gdy mówię, że jakiś czyn jest "obiektywnie słuszny", to rzeczywiście daję tylko wyraz jakiejś emocji, coć użyta forma gramatyczna zdaje się wskazywać na to, że coś stwierdzam. [...]
Wynika stąd, że argumenty etyczne, jeśli nie dotyczą środków najskuteczniejszych do osiągnięcia danego celu, różnią się od argumentów naukowych tym, że odwołują się do naszych emocji, choć ukrywa to użyty w nich tryb oznajmujący. Nie jest to jednak powód, aby uznać, że argumentacja w etyce nie jest możliwa. N aemocje można argumentami wpływać równie łatwo, a nawet łatwiej niz na przekonania intelektualne. Trudność, jaką się tu wyczuwa, polega na tym, że argumentacja intelektualna odwołuje się do innego jeszcze kryterium poza osobistą prawdą, a w świetlepowyższych wywodów wydaje się, że etyka takim kryterium nie dysponuje. Trudność tę uważam za rzeczywistą i głęboką.


BERTRAND RUSSELL (Problemy argumentacji moralnej)